Nie taki wcześniak straszny jak go malują ;)


Hej Wszystkim! Przy wypisie ze szpitala mnie poinformowano, że może się zdarzyć, że moje dziecko będzie miało problem z nabieraniem masy ciała. Możliwe również, że ciężko mi będzie karmić, bo w szpitalu małej nie szło. Przyzwyczaiła się do butli i z piersi już nie będzie chciała.  Muszę uważać na jej skórę, bo jako wcześniak potrzebuje dużo delikatniejszych pieluszek i kosmetyków. 
W praktyce wyszło wszystko inaczej. Kupiliśmy z mężem wagę i ważymy dzidzię. Po wyjściu ze szpitala mała ważyła 2100g a u nas waży już 2700g. Może przyrost nie jest taki bardzo błyskawiczny, ale na obecną chwilę mała miała siedzieć jeszcze w brzuchu, więc dla mnie przyrost masy jest prawidłowy.  Dziecko ma bardzo dobry apetyt, co do piersi też nie ma problemu. 
Jeśli was straszą to do końca nigdy nie wierzcie w to co mówią. Każdy przypadek jest inny, ja się cieszę, że złe wróżby się nie sprawdziły.  Skóra dziecka jest super, nie ma z nią większych problemów. Nawet próbowaliśmy inne pieluszki jej zakładać, niż te delikatne i nic jej nie było. 
Niebawem idziemy do lekarza na kontrole. Pewnie powie że coś jest nie tak, jak znam życie i wielki optymizm doktorski. 
Jednak z moich obserwacji widzę, że Gabrysia pięknie się rozwija również ruchowo, rośnie szybko, bo niektóre ciuszki już nie damy rady jej założyć,  najzwyczajniej z nich wyrosła i to błyskawicznie. 
Myślę sobie, że wcześniak w każdym razie mój, jest prawie taki jak pełno gabarytowe dziecko, nie zauważyłam żadnej różnicy, poza tym że była ciut mniejsza od "donoszonych" dzieci. 
to był nasz pierwszy spacer, pogoda szyta na miarę ;)
Kochamy te malutkie stópki, można dla nich oszaleć ;)
Już się wyspałam ;)
Niedawno dostałyśmy prezent, pięknie opakowane pieluszki, w formie wózeczka dziecięcego. Jestem pod ogromnym wrażeniem kreatywności niektórych ludzi. Ja myślałabym sto lat, a w życiu nie byłabym w stanie wymyślić czegoś tak fantastycznego. Mała rzecz, a cieszy. W tym przypadku jest to wielka rzecz, każda pieluszka została zrolowana i związana gumką, niesamowita praca. Dziękujemy bardzo!!! :* Cudowny i praktyczny prezent!
Kolejne rzeczy zrobione ręcznie to maskotki z włóczki, wszystko wykonane tak aby cieszyć oczy. Zdecydowanie wolę kupować takie zabawki niż te z sieciówek, są bardzo oryginalne i dokładniej wykonane.  
Trzymajcie kciuki za Gabrysie w następnym tygodniu jak pójdziemy na kontrolę, żeby była zdrowa, bo to jest dla mnie najważniejsze.
Do następnego pa!

Golden Rose Prodigy Gel Duo

Hej Kochani! 
Tym razem testowałam lakier i top coat  Golden Rose Prodigy Gel Duo.  W ofercie marki tę serię można kupić w zestawie lakier z utwardzaczem, jak i samodzielnie lakier. 
Opcja w zestawie opłaca się bardzo z tego względu, że paznokcie szybciej schną i trwałość jest dużo dłuższa, a przy tym mają piękny połysk. 
Fantastyczne jest to, że nie trzeba używać lampy UV, lakier schnie błyskawicznie i jest bardzo trwały. 
Kolor który dostałam to taki typowy NUDE nr 03 jest piękny i ekskluzywny. Pasuje do każdej stylizacji, zdecydowanie jest to mój ulubiony kolor.  Z serii Prodigy Gel mam również odcień 05, delikatna pastelowa lawenda, który też bardzo lubię. 
Lakier bardzo dobrze się rozprowadza, jest świetnie napigmantowany, dwie warstwy w zupełności wystarczą by dokładnie pokryć płytkę paznokcia. Pędzelek jest dość duży, choć wolę pędzelek z serii Rich Color i Color Expert, gdyż są one bardziej płaskie i owalnie zakończone. 

Gel Top Coat wystarczy pokryć jedną warstwą i w zasadzie to tyle. Niczym nie trzeba się przejmować, a efekt jest super szybko ,sprawnie i z połyskiem. Czego chcieć więcej??
Mi osobiście zależy na czasie. Chcę aby moje paznokcie wyglądały ładnie, ale nie mam zamiaru poświęcać na to całego poranka, lub południa ;)

    Seria dla leniwych? Myślę, że po części tak, ale bardziej dla ludzi szanujących swój cenny i wolny czas ;)

W moim przypadku trwałości- to 10 dni, po tym czasie lekko odprysł lakier, ze zmywaniem tez nie ma najmniejszego problemu, tak jak zawsze chwilę przytrzymuję płatek kosmetyczny nasączony zmywaczem i ścieram. 
 od producenta:
Seria Prodigy Gel daje efekt żelowych paznokci, a bogata paleta kolorystyczna pozwala na wybranie ulubionego odcienia lakieru.

UWAGA: Pełny efekt żelowego manicure można osiągnąć tylko w połączeniu z Gel Top Coat. Można go zakupić jedynie w zestawie Prodigy Gel Duo.

W połączeniu z Gel Top Coat produkt utrzymuje się na paznokciach aż do 7 dni, a jego usuwanie jest bardzo łatwe i nie wymaga użycia acetonu.

Aby otrzymać efekt żelowych paznokci nie trzeba stosować lampy UV oraz dodatkowych utwardzaczy.

Sposób użycia:
Nałożyć dwie warstwy Gel Colour i pozostawić do wyschnięcia przez ok. 2 minuty.
Nałożyć jedną warstwę Gel Top Coat i pozwolić wyschnąć paznokciom w naturalnym świetle.





Jestem zakochana w serii "żelowej" Mam dwa odcienie, są bardzo trwałe, pięknie się nimi pracuje. Na pewno kupię jeszcze jakieś odcienie, bo kuszą jakością, ceną i szybkością schnięcia.

Pozdrawiam i do następnego ;) PA!

Porodówka w Oświęcimiu cała prawda

32 tydzień ciąży, piątek.
    Wstałam rano i coś tak dziwnie się poczułam, niby krzyże mnie zaczęły boleć, trochę podbrzusze, no ale pomyślałam sobie, że przecież to normalne bo już ogólnie ciężko mi jest. Jak zwykle poszłam do toalety, patrze a tu wydzielina w kolorze brązowym... myślę sobie co jest grane?? No nic nie panikuje, idę znowu patrze znowu ciemna maź. No to biorę za telefon i dzwonię do mojej Pani Doktor, nikt nie odbiera, to piszę sms-a. Pani Doktor odpisała- proszę udać się do szpitala na izbę przyjęć jeśli pani czuje , że coś nie tak.

  Zacznę od tego, że miałam rodzić w Katowicach na Łubinowej, jednak tam przyjmują porody po 35 tygodniu ciąży. Zadzwoniłam do drugiego lekarza poinformować co mi jest. Kiedy doktor z Łubinowej dowiedział się o moim stanie zdrowia pokierował mnie również do szpitala w moim mieście, aby było bliżej i ze względu na "wcześniactwo".Tu trzeba przyznać, że Oświęcim jest wyposażonym szpitalem do przyjmowania wcześniaków.

   Znowu poszłam do toalety, patrze a tu wydzielina normalna. Pomyślałam sobie, że może to tylko takie plamienie. Tak też nic się nie działo przez jakiś czas, więc leżałam  jeszcze w łóżku.
Od godziny 11:36 zaczęłam  odczuwać lekkie skurcze (ból podobny do miesiączkowego). Pomyślałam sobie, że może jednak zbiera mi się na co innego ;) poszłam i znowu ta maź... Tak więc po godzinie 12 zaczęłam odczuwać coraz mocniejsze skurcze. Po godzinie 14 skurcze zaczęły być tak częste i mocniejsze, więc postanowiłam jednak posłuchać rady Pani doktor oraz Pana doktora i pojechać do szpitala. Zanim się zebrałam to chyba było jeszcze przed 15. 
Na izbie przyjęć czułam że już rodzę, kolejka kilometrowa w szpitalu, tak więc poszłam i na "chama"się wepchałam. Panie z rejestracji wezwały natychmiast położną, wpakowały mnie na wózek inwalidzki, bach do windy i na badania. Podłączono mnie pod ktg, dano kroplówki, okazało się że mam skurcze porodowe, gdzie ja myślałam że pójdę jeszcze na podtrzymanie... 
Nic z tego, na badania do lekarza, doktor zbadał, zrobił usg i odczytał wynik KTG, okazało się że faktycznie zaczęła się akcja porodowa.

   Oczywiście dostałam opierdziel od Pana doktora, że przyjechałam za późno, gdybym przyjechała rano to jeszcze można by wyhamować, a tak ....??? no nic trzeba ciąć! Dziecko ułożyło się pośladkowo, nie ma wyjścia na naturalny poród, rozwarcie na 4cm. 
Doktor zrobił dosłownie "panikę", w trybie CITO ściągnął anestezjologa i pojechałam z sali badań na porodówkę.  Dla mnie to trwało to chwilę. W rzeczywistości było dłużej (z opowieści mojej Mamy, która mnie zawiozła do szpitala i czekała z niepokojem, później również dołączył do Niej mój mąż) ;) 
Wjechałam na blok operacyjny rozebrana, i pozbawiona jakiej kolwiek intymności siedziałam na stole operacyjnym jak mnie Pan Bóg stworzył i czekałam na znieczulenie zewnątrz-oponowe.
Ekipa asystująca była dość liczna ;) , porozmawialiśmy chwilkę, przyznam, że dość się rozluźniłam dzięki atmosferze jaka panowała. Wszyscy byli mili, wyrozumiali, anestezjolog trzymał mnie za rękę. Posmarowali brzuch jodyną, założyli wielką płachtą żebym nic nie widziała i zaczęło się cięcie. Nic nie czułam do momentu wyszarpywania mi dziecka z brzucha. To przyznam szczerze było straszne uczucie, czułam jakby mnie ktoś szarpał, jakby rozpruwał mi flaki. To był najgorszy monet jaki w życiu przeżywałam. Trzymał mnie lekarz za rękę, a ja czekałam aż wyciągną moją malutką 32 tygodniową kruszynkę. Modliłam się, żeby płakała jak ją wyszarpią z mojego brzucha.  Kilka osób na sali mówiło "32 tydzień to jeszcze nie najgorzej niech się Pani tak nie martwi, bywały tu gorsze przypadki, jeszcze większe wcześniaki od pańskiego przypadku". 
W końcu ją wyciągnęli.... płacze i to mocno, na sekundę mi ją pokazali i siostra z nią uciekła. urodziła się o 16:43. W tym momencie już nie wiedziałam co z moim Maluszkiem się dzieje, czy przeżyje, jaki jest jego stan. Niepewność, niewiedza i czas oczekiwania na wieści to istna tortura. Żaden ból nie był tak dokuczliwy jak niewiedza o stanie zdrowia i rozwoju mojego dzieciątka. Gdzieś tam podświadomie byłam spokojna, że przecież w 28 tygodniu dostała Celeston na rozwój płuc, przecież płakała nie może być aż tak krytycznie. 
W międzyczasie doktor mnie pozszywał, przerzucili na łóżko szpitalne i pożegnałam się z bardzo miłą ekipą z bloku porodowego. Cudowna ekipa, dobrze wykwalifikowani i fachowi ludzie, podtrzymywali mnie na duchu i zachowywali się bardzo profesjonalnie. 


Zawieźli mnie na sale na oddziale położniczym, gdzie było 5 łóżek i 3 osoby ze mną w sumie 4. 
Oddział położniczy to zespół fantastycznych sióstr, które potrafią się opiekować człowiekiem. Na tym oddziale nie miałam z nikim problemów, o wszystko o co prosiłam to dostałam. Kroplówki, morfina, leki przeciwbólowe, miłe słowo, gesty "człowieczeństwa". Tego mi było trzeba w tych trudnych momentach. Serdecznie pozdrawiam Panią Basię!! Cudowna osoba!
Po kilkunastu minutach po cięciu zjawił się ordynator od noworodków z bardzo poważną i niezadowoloną miną oznajmił mi, że moje dziecko jest jakieś chore, ma niedowład płuc jego stan jest krytyczny ma jakieś wady wrodzone, wziął i poszedł. 
Leżę na sali, jestem sama bez wsparcia rodziny, z rozprutym i poskładanym do kupy bolącym brzuchem, a facet mi nie pomaga, tylko dołuje...nic nie mogę zrobić bo leżę z niedowładem kończyn. Nie widzę córeczki... to tak z nią aż źle-myślę sobie??
Nagle telefon... kto? moja cudowna Pani doktor z pytaniem jak się czuje i co się dzieje. Na to ja że dziękuję dobrze, bo już jestem po cesarce, ale z dzidziusiem jest bardzo źle. Pani doktor niedowierzała, uspokoiła mnie i zapewniła, że zaraz oddzwoni.
Zadzwoniła na oddział dowiedziała się wszystkiego i oddzwoniła do mnie ponownie. Cudownie było ją usłyszeć, wieści, że nie jest tak najgorzej, że stan się ustabilizował. Malutka jest podpięta pod aparatury, kroplówki, ale stabilna. 
Mogłam w końcu odetchnąć. 

Na drugi dzień pozwolili mi wstać z łóżka, hahaha to był nie lada wyczyn. Wszystko rwało, szwy ciągnęły strasznie, ale przecież mam cel, iść na oddział noworodkowy zobaczyć moje Maleństwo. 
Po dwóch nieudanych próbach powstania na nogi, wkurzyłam się niemiłosiernie, że jestem beznadziejna, przeklęłam straszliwie, przepraszając dookaoła wszystkie mamy z noworodkami i w końcu ruszyłam swoje 4-litery z tego obskurnego łóżka.
Ogarnęłam się pod prysznicem z asystą położnej i dosłownie z prędkością światła (poskręcana jak 70-latka ;) pognałam na oddział noworodkowy. Gdy weszłam do pomieszczenia w którym był inkubator z moim Maleństwem, biednym popodpinanym do wszystkich możliwych urządzeń, takim kruchutkim, słabiutkim rozpłakałam się. W tym momencie miałam załamanie, że nie potrafiłam donosić ciąży, nie byłam w stanie zapewnić dziecku lepszych warunków.
Szybko jednak przestałam się użalać nad sobą, przecież mój płacz dziecku nie pomoże, muszę być  teraz silna, zapewnić jej wszytko co mogę, muszę myśleć o tym aby całkiem wydobrzeć i na coś się przydać. Tak w tym inkubatorze leżała biduleczka kilka dni, później okazało się, że ma żółtaczkę, więc dodatkowo ją naświetlano lampami. Widok znowu nie wesoły.
Mała po urodzeniu w 32 tygodniu ważyła 1900g, spadła do 1680g. Ze szpitala nie pozwolili nam odejść bez uzyskania wagi 2000g, więc posiedziałyśmy sobie 15 dni.
15 dni w szpitalu w Oświęcimiu to męczarnia. Przede wszystkim łóżko, to wielka tragedia, człowiek budził się obolały, bez sił na walkę z kolejnym dniem. Materac był tak cienki, że czuje się cały ruszt metalowy z pod spodu.  Dwie toalety na cały korytarz, przypuśmy, że było 22 kobiety i 2 toalety, 3 "kabiny prysznicowe a zapotrzebowanie na te sprawy jest ogromne ...no żal !

Nasza Gabrysia miała problem z jedzeniem, nie miała wykształconego nawyku ssania, początkowo dostawała pokarm pozajelitowo, później karmiły ją z butelki z dodatkiem do mojego mleka Bebilonu HMF położne na zmienię ze mną. Karmienie zajmowało mi ponad 45min. Brak foteli do karmienia na oddziale noworodkowym, to następną tragedia, siedzisz sobie na okrągłym metalowym starym krześle bez oparcia, które widziało jeszcze czasy Gierka, poskręcana 45-50min karmiąc dziecko. Po pobycie w szpitalu nabawiłam się przykurczu mięśni i garba.  
Długo strasznie ją męczyłam tymi zbyt dużymi ilościami pokarmu,  które kazano mi podawać, a przy okazji położne kazały robić to szybciej, no nie dało się!! mówiłam im. Możliwości tak małego żołądeczka przecież mają swoje ograniczenia. Następną sprawą była presja odciągania mleka na czas, o określonych porach dostawała jeść. Bałam się, że nie nastarczę z produkcją. a mleko było potrzebne co 3 godziny 12; 15; 18;21;24;3;6 i tak w kółko...masakra!! Wykańczało mnie to, ale co robić dzidziuś musi jeść, na całe szczęście starczało i miałam dużo siły i determinacji!


W szpitalu w Oświęcimiu spotkało mnie wiele dobrego. Oczywiście nie było kolorowo, było parę zgrzytów. Tak na prawdę były tam 2 Zołzy. Pani "Renia", która się czepiała że mąż siedzi przy inkubatorze za długo i jeszcze jedna młoda czepialska, którą miałam okazję raz widzieć na nocnej zmianie. Nie pozwoliła mi zabrać krzesła z oparciem z kuchni na karmienie, choć zapewniałam że jak skończę to odniosę, ani nie pozwoliła mi wejść do innego pomieszczenia na przewijanie Dzidziusia, bo była spora kolejka.
Pani Renia jednak na którą się skarżyłam, nie była taka zła jak myślałam, muszę przyznać że jest fachowa, choć dość surowa. Tej drugiej "od krzesła" nie miałam okazji już widzieć i dobrze ;)
Wkurzające było też to, że co zmiana przyszła, to każda z Pań mówiła co innego i miała swoją teorię, można było dosłownie zgupnąć, jednego dnia zalecenia były takie, innego inne... trochę mnie to irytowało (kobiety na Boga!!! zdecydujcie się w końcu, bo nie wiem kogo mam słuchać).
Jednak na oddziale noworodkowym są również Anioły, kochane kobiety które współczują, pomagają a nawet potrafią w naszej sprawie pewne rzeczy załatwić.
Serdecznie dziękuję za opiekę i pomoc całemu personelowi. Zwłaszcza Pani Iwonce i Pani Oddziałowej :*
Kiedy Gabrysia ciut podrośnie pójdziemy odwiedzić "Ciocie" z oddziału noworodkowego, bo wiem że nam bardzo kibicowały.
Miałam szczęście bo lekarz pozwalał na chwilę mojemu mężowi na odwiedziny przy inkubatorze, codziennie zaglądał do małej, to były najcenniejsze chwile dla naszej rodziny. 

Jeśli chcecie rodzić w szpitalu w Oświęcimiu musicie się pogodzić z pewnymi niedogodnościami, Wasi mężowie nie wejdą na salę zobaczyć maluszka. Nie ma takiej opcji. Jednak po głębszym zastanowieniu, muszę przyznać że jest to dobre, bo osobiście nie chciałabym żeby przy 5 osobowym pokoju szwędali się obcy faceci lub całe rodziny, tak przynajmniej był spokój i tylko noworodki dokazywały. Generalnie można było odpocząć.
Dzieci można było pokazać rodzinie przez chwilę przy drzwiach wejściowych.
Jednak ten zakaz jest lekkim absurdem, nikomu z obcych nie pozwalali wchodzić, ale....fotografowie wchodzili w "jednorazowym" kitlu ubrani po całym oddziale, co mnie drażniło. Dlaczego? "Jednorazowy" kitel był ubierany przez różne osoby wielorazowo, niby mówi się o higienie itd. a jednak tu była lipa! Następnym człowiekiem chodzącym po oddziale był ksiądz, co też nie do końca mi się podobało, niby komunię rozdawał itp. pytanie czy miał chociaż czyste ręce, bo kitla nie nosił... ;p
Pięcioosobowy pokój to nie jest aż takie złe rozwiązanie, poznałam dużo fajnych kobiet w ciągu całego pobytu, nawet jak odchodziły to robiło mi się przykro bo tak polubiłam niektóre osoby ;)


Obiady szpitalne dało się jeść, choć szału nie było, ale wiem że bywają gorsze ;) Ja nie miałam problemu z jedzeniem bo mąż i mama przywozili mi domowe obiady na czas pobytu.

Pouczono mnie o wcześniactwie, że ma problemy z jedzeniem, że mogę mieć z tym problem w domu, Mała może mi spaść na wadze (co oczywiście wiem, bo podczas pobytu co 3 godziny sumiennie karmiłam Gabrysię z różnym skutkiem), że trzeba wykonywać częstsze kontrole lekarskie. Dostałyśmy "wyprawkę" ze szpitala, masę fajnych ulotek i artykułów. W końcu pojechałyśmy do domu.
Karmienie to był problem, jednak ja nie robiłam z tego powodu paniki. Jestem bardzo cierpliwą osobą. Gdy tylko wróciłam do domu, tak na drugi dzień Maluch przestał mieć problemy z ssaniem i aż się śmiałam, że ktoś mi podmienił dziecko ;) wcina moje mleko z butelki z dodatkiem HMF-a, aż się jej uszy trzęsą, na zmianę z moim "cycem" ;P Dom to lekarstwo na całe zło! ;)
Moja ciężka praca, opanowanie i cierpliwość zostały szybko wynagrodzone, aż miło się patrzy jak Kruszyna tak mocno domaga się pokarmu i samodzielnie ssie.

Jestem wdzięczna opaczności że trafiłam właśnie do tego "dziwnego" szpitala. To jest inny świat jesteśmy tam więźniami, nie mamy na nic wpływu, w każdym razie ja miałam takie odczucie, jednak co do fachowości nie mogę nic złego powiedzieć, byłabym bardzo nie sprawiedliwa gdybym narzekała.
 Pewnie, że z niektórymi rzeczami się nie zgadzam, nie podobają mi się, podczas pobytu widziałam dużo, ale znajdźcie mi system który idealnie funkcjonuje? Nie ma takiego.
Muszę przyznać, że dzięki ludziom pracującym w Oświęcimskim szpitalu Powiatowym mam córeczkę całą i zdrową. Uratowali  Jej i moje życie za co będę im wdzięczna do końca swych dni.

Życzę tylko sobie i Wam kto tam trafi, żeby w końcu wyremontowali oddziały ginekologiczny, położniczy i noworodkowy, żeby warunki socjalno-bytowe się polepszyły i może żeby pewne Panie lekko wyluzowały ;)

Co przeżyłam, to moje,  dziękuję Bogu że tak się to wszystko dobrze skończyło, wiem że życie nie jest kolorowe i usłane różami, jednak wierzę w to, że jeśli będziemy dobrej myśli, to się w końcu ułoży i będzie dobrze.

Czy polecam szpital w Oświęcimiu? tak , nie taki diabeł straszny jak go malują.
Pozdrawiam i do następnego!
Pa!

Golden Rose Pielęgnacja i demakijaż skóry

Witajcie!
Dostałam do przetestowania od Golden Rose kosmetyki, w tym poście chciałam się skoncentrować na oczyszczaniu skóry.  Dobre oczyszczenie i przygotowanie skóry do dalszych zabiegów jest najważniejsze. Skóra jest dotleniona, pozbawiona zanieczyszczeń, może lepiej się regenerować i przyjmować drogocenne składniki z olejków, kremów lub masek. 
Jeśli dobrze oczyścimy skórę, dobierzemy odpowiedni krem do swojej cery, możemy bardzo szybko zauważyć jak skóra staje się mięciutka, gładka i promienna. Dobra kondycja skóry, to dobry wygląd. Starajmy się więc o nią dbać. 
Kosmetyki do oczyszczania z GR to: oczyszczający żel do mycia twarzy Purifying Cleansing Gel
 płyn dwufazowy do demakijażu Two Phase Make-Up Remover oraz tonik oczyszczający
Purifying Tonic
Purifying Cleansing Gel

Oczyszczający żel do mycia twarzy posiada w składzie drobinki z jojoba, które mają fantastyczne właściwości peelingujące. 

  Bardzo dawno nie używałam żelów peelingujących, ze względu na to że mam skórę bardzo delikatną i cienką, po zastosowaniu takowych skóra stawała się zaczerwieniona i podrażniona.  W przypadku żelu Purifying Cleansing Gel również obawiałam się tego efektu. 
Po zastosowaniu, dość długim delikatnym masażu skóry nic takiego nie wystąpiło. Żadna alergia, zaczerwienienie czy efekt ściągania skóry. 
Znowu zostałam bardzo zaskoczona marką GR. Żel posiada witaminy A i E oraz cynk PCA dzięki czemu skóra staje się mięciutka i wygładzona. 
Używam bardzo drogich żelów, ale muszę przyznać że zostałam mile zaskoczona, że za niską cenę, możemy cieszyć się dobrze oczyszczającym żelem do mycia twarzy, tym bardziej że jako osoba z wrażliwą skórą mogę spokojnie i bez obaw używać tego kosmetyku. 
Efekt żelu jest świetny, gdyż nie tylko obmyjemy buzię, ale również usuniemy martwy naskórek, pozbędziemy się sebum, dotlenimy skórę i odżywimy w bardzo delikatny i skuteczny sposób.
Zapach jest bardzo delikatny i orzeźwiający. 

Produkt godny polecenia! Zdecydowanie po zakończeniu opakowania kupię kolejny.
Purifying Cleansing Gel

wo Phase Make-Up Remover

  Dwufazowy Płyn Do Demakijażu to kolejne moje zaskoczenie. Płyn delikatnie pachnie, ale za to bardzo mocno usuwa makijaż.  Moje makijaże są mocne, nie oszukujmy się. Jeśli nie mam tony cieni na powiekach, to zawsze jest mocna kreska z linera. Właśnie kreska z linera dość trudno schodzi z moich powiek. Zawsze radziłam sobie Biodermą i tylko nią schodził. Tutaj ogromne zaskoczenie, znowu stosunek jakości, ceny i działania.
 Two Phase Make-Up Remover  jest przeznaczony do zadań specjalnych, gdyż usunie nam również makijaż wodoodporny oraz mocno napigmentowane pomadki do ust. Radzi sobie z tym bezbłędnie. Przy tym jest delikatny dla skóry i pozostawia ją mięciutką i gładką. 
Oczyszczanie z makijażu oczu uważam za bardzo potrzebne i zawsze go wykonuje, staram się zawsze dokładnie usunąć pozostałości z tuszu i kosmetyków kolorowych. Z tym płynem dwufazowym jest to szybkie, łatwe i przyjemne, dodatkowo umila nam ten zabieg bardzo ładny delikatny zapach.
Produkt godny polecenia! 

Purifying Tonic

♦    Tonik oczyszczający  Warto po oczyszczaniu tonizować skórę twarzy, aby przywrócić jej odpowiednie, naturalne pH.  Podczas mycia twarzy środkami z detergentem jest naruszony płaszcz ochronny skóry (pH zmienia się na zasadowe) funkcje ochronne skóry zostają zachwiane.  
Tonik posiada w swoim składzie wodę oczarową, olej Kamelii oraz aminokwasy, nie zawiera alkoholu. 
Działanie toniku to zwężenie porów, nawilżenie , oczyszczenie i ochrona skóry.
Bardzo fajny tonik, nic mi po nim nie wyskoczyło,wręcz przeciwnie skóra jest świeża czysta i miękka, przygotowana pod krem.  Zapach jest bardzo delikatny leciutko słodkawy. 
Super kosmetyk polecam!


♥ Wszystkie kosmetyki, które miałam okazję przetestować mogę z czystym sumieniem polecić. Ze względu na to, że mam skórę delikatną, cienką ze skłonnościami do alergii, a więc bardzo kapryśną i wymagającą, to z czystym sumieniem, bez koloryzowania mogę śmiało polecić jako alternatywę dla drogich kosmetyków. Działanie identyczne, jak nie lepsze, a cena duuuużo niższa. Po co więc przepłacać?


Pozdrawiam i do następnego!